czwartek, 22 stycznia 2015

7. Plany Dumbledore'a


Postanowiłam, że może będę się trochę odzywać na początku każdego rozdziału, żeby nie było że mnie nie znacie czy coś takiego i dlatego się nie udzielacie. Dzisiejszą notkę dedykuję Em, której blog (http://ruda-i-huncwoci.blog.pl/) po prostu ubóstwiam. Miłego czytania :*
- Nie wierzę! No po prostu nie wierzę! - Lily wrzeszczała jak opętana gdy tylko razem z Ann i Remusem opuścili Wielką Salę.
- Spokojnie Liluś nie denerwuj się. - An próbowała złagodzić sytuację. Złapała przyjaciółkę za ramiona i stanęła z nią twarzą w twarz. - Przecież będziemy tam wszyscy.
- Ja jestem SPOKOJNA! - wrzasnęła tak mocno, że aż opluła blondynkę. Ta niezrażona przetarła twarz rękawem i nadal ze spokojem wpatrywała się w Evans. Lily momentalnie się speszyła i zaczerwieniła po czym wyszeptała ciche "przepraszam" i wyminęła Ann.
- Może byś tak pomógł? - Lorens zwróciła się do Remusa , który po usłyszeniu jej słów wybuchł śmiechem. - A tobie co?
- Wybacz ale z mojej perspektywy to tak śmiesznie wyglądało.
- No tak! Śmiejcie się ze mnie, śmiejcie! Ja tu cierpię a wy tu chichoczecie! - Ruda spiorunowała dwójkę trzęsących się przyjaciół, którzy ledwo się powstrzymywali żeby się nie roześmiać .
- Ach Lily to tylko miesiąc, przecież damy radę. Ja tam będę, Ann tam będzie. - Evans szła nie ugięta dopóki nie usłyszała - Dave tam będzie..
- Ee.. no a niby czemu to by mnie miało przekonać?
- Nie cieszysz się że będziemy tam z tobą?! - oburzyła się Ann.
- Chodzi o Dave'a głupolu. - roześmiała się serdecznie widząc naburmuszoną minę przyjaciółki.
- No wiesz.. Nie będę udawać, że nie widziałem tych spojrzeń .
- Pff nie mam  w ogóle pojęcia o co ci w ogóle chodzi. W ogóle!
- Ta jasne..
Szli jeszcze z dziesięć minut w milczeniu kiedy wreszcie znaleźli się przed portretem Grubej Damy. W pokoju wspólnym nie było już nikogo mimo iż było dosyć wcześnie. Ann pomyślała, że to przez to, że odbyli męczącą podróż i sama postanowiła udać się do dormitorium. Lily w tym czasie zdążyła jeszcze złapać Remusa , który też się oddalał do siebie.
- Mogę cię o coś spytać?
- Już to zrobiłaś.
- Co ty dzisiaj taki wesoły co? - Lily  nie mogła się oprzeć wrażeniu że Remus jest dziś w prost w szampańskim humorze.
- I na prawdę o to właśnie chciałaś zapytać?
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. I nie, nie o to chciałam zapytać.
- Tak więc..?
- No bo ty znasz Dave'a prawda? No i ja chiałab..
- Nie nie znam - przerwał jej. Ruda zrobiła zaskoczoną minę.
- To skąd wiesz jak się nazywa i w ogóle.
- Co ty masz dziś z tym " w ogóle"? - z jego twarzy nadal nie znikał uśmiech, jednak widząc zniecierpliwioną minę przyjaciółki dodał - Ten Puchon, z którym rozmawiałem po kolacji mi powiedział, że tak się nazywa. Swoją drogą widzę, że masz branie Ruda bo dziś już chyba z siedmiu gości się mnie o ciebie pytali.
Puścił jej oczko i ruszył do swojej sypialni, pozostawiając ją w osłupieniu.
***
Następnego ranka James wstał bardzo wcześnie. Nie zważając na to, że na zegarze wskazówki pokazały dopiero piątą trzydzieści, wstał i poszedł do łazienki w celu odświeżenia się. Łazienka w dormitorium Huncwotów  była chyba jedynym w miarę czystym miejscem, gdzie dało się swobodnie poruszać. Na podłodze nie było, żadnych ubrań a na półkach wszystkie kosmetyki były ustawione. Mimo iż nie były porządnie ustawione to jednak stały. Zazwyczaj wszystkie wody toaletowe walały się po kamiennej posadzce przykryte ręcznikami i nieznanego pochodzenia damską bielizną, a szampony i żele były ukryte pod stertą ubrań, które miały iść do prania. To też taki niewielki porządek w łazience wywołał zdumienie w Rogaczu. Dopiero po chwili dotarło do niego, że przecież wczoraj przyjechali więc nie zdążyli jeszcze wprowadzić artystycznego nieładu w swoje cztery ściany. Postanowił nie tracić czasu i wziąć się do pracy - i nad swoim wyglądem, i nad wyglądem pomieszczenia. Nie minęło piętnaście minut, a pomieszczenie, w którym chłopcy spędzali więcej czasu niż nie jedna nastolatka szykująca się na randkę, znów wyglądało tak jak powinno. 
James przeglądał się w lusterku poprawiając dłonią wieczny bałagan na swojej mokrej głowie, gdy usłyszał jakiś hałas dobiegający z sypialni. Chwilę później osoba, która spowodowała te małe zamieszanie zaczęła się dobijać do łazienki. Rogacz rozpoznając w niej swojego najlepszego przyjaciela - Łapę, postanowił jeszcze trochę go poddenerwować i usiadł na krawędzi wanny. Wiedział co się zaraz stanie. Myśl, że za chwile drzwi otworzą się z wielki łoskotem i zobaczy rozwścieczoną minę Syriusza, przyprawiała go pozytywne dreszcze. "Od taki mały sadysta ze mnie" pomyślał i uśmiechnął się pod nosem obserwując srebrną klamkę. Minuty mijały a wszystko wskazywało na to, że Łapa sobie odpuścił. Zrezygnowany Rogacz podszedł do drzwi. W momencie kiedy lekko przycisną metalową rączkę skrzydło drzwi otworzyło się niespodziewanie bardzo szybko uderzając go w twarz.
- Mam cię ptaszku! - Syriusz z miną zwycięscy podszedł do przyjaciela, który z powodu, aż tak mocnego uderzenia upadł na podłogę i ściskał się za nos.
- Na mózg ci padło!? - James tylko warknął i lekko się chwiejąc wyszedł z łazienki trzaskając drzwiami. - Remus! Remus wstawaj musisz mi pomóc!
Lupin otworzył oczy i przekręcił się w stronę przyjaciela. Bez zbędnych słów, za pomocą różdżki nastawił mu nos i powstrzymał krwawienie po czym z powrotem zasnął. Rogacz po upewnieniu się, że z jego twarzą już wszystko w porządku, uśmiechną się złowieszczo i skierował się w stronę łóżka Łapy w celu rewanżu.
***
W tym samym czasie w dormitorium dziewcząt z piątego roku, pewna mała rudowłosa osóbka najciszej jak tylko mogła, próbowała przedostać się z końca pokoju do samych drzwi. Miała zamiar udać się do Pokoju Wspólnego w celu poszerzenia swojej wiedzy na temat eliksirów przydatnych w gospodarstwie domowym. Wiedziała, że spotkanie tam kogokolwiek o tak wcześnie rano i to na dodatek w sobotę jest nierealne, więc w samej krótkiej koszuli nocnej i rozpinanym sweterku zeszła na dół. Nie myliła się. Pierwsze, lekkie promienie słoneczne delikatnie rozświetlały opustoszały Pokój Wspólny. Podeszła do wysłużonej kanapy i usiadła wygodnie. Jednym machnięciem różdżki zapaliła wszystkie najbliżej stojące lampy i świeczki. Tak teraz mogła czytać. Powoli, bardzo ostrożnie otworzyła księgę na momencie, w którym ostatnio skończyła. Teraz już nic nie mogło jej przeszkodzić. Książki były jej pasją a eliksiry całym życiem. Marzyła by zostać uzdrowicielem i zajmować się przypadkami związanymi z zatruciem eliksirami lub po prostu urokami. Tak. Mimo, iż była Mistrzem Eliksirów nikt nie równał się z nią także w rzucaniu uroków. Jedynym przedmiotem, z którego tylko raz na sprawdzianie dostała Wybitny była Transmutacja. Miała wrażenie, że jest najgorsza w klasie. Powyżej oczekiwań - tylko na tyle było ją stać. Nie raz zdarzało jej się. że jej puchar miał ptasie skrzydełka, a fotel świński ryjek. I wtedy z pomocą przybywał Remus. Miała wrażenie, że właściwie tylko dzięki niemu nie dostała jeszcze Nędzny.
Pochłonięta ciekawą lekturą nawet nie zauważyła, kiedy zrobiło jej się bardzo gorąco. Kiedy było już jej bardzo duszno postanowiła choć na sekundę oderwać wzrok od równo ustawionych liter i poznać źródło ciepła. Oślepiło ją. Otwierała i zamykała oczy. Dość długą chwilę zajęło jej oswajanie się z przyjemnymi już teraz zdecydowanie mocniejszymi promieniami słońca. Spojrzała na zegarek. Dziewiąta dwanaście. " Jeszcze pół godziny" pomyślała i już miała wracać do lektury gdy nagle dotarła do niej ta wiadomość. Przez blisko trzy godziny siedziała pochylona nad książką. Podparła się lekko rękoma i rozejrzała po pomieszczeniu. Nie było jeszcze nikogo. Prawie nikogo.
- Ciekawa chociaż?
***
Rozejrzał się po dormitorium. Dwa łóżka zajęte i dwa puste. Remus właśnie odwracał się na drugi bok. Spał spokojnie. Spojrzał w stronę drugiego łóżka. Peter nie dawał żadnych znaków życia. Gdyby nie lekko unosząca się klatka piersiowa oznaczająca cyrkulację powietrza w jego organizmie, Rogacz mógłby przysiądź, że zmarł podczas snu. Szum wody nalewanej do wanny dał mu jasno do zrozumienia, że przez najbliższe dwie godziny nikt nie dostanie się do łazienki. A mu się tak nudziło. Zrezygnowany spojrzał na zegarek. Szósta siedem.Westchnął i od niechcenia rzucił się na swoje łóżko. Poprawił przekrzywione okulary i zaczął wpatrywać się w zegar. Szósta osiem..dziewięć..jedenaście..trzydzieści cztery..pięćdziesiąt dziewięć. Podpierając się łokciami po raz kolejny omiótł wzrokiem sypialnię. Bez zmian.Ta sama sceneria. Westchnął tym razem już zniecierpliwiony. Nienawidził wstawać pierwszy. Zresztą rzadko mu się to zdarzało bo jakoś nigdy nie był rannym ptaszkiem. " Pokój Wspólny" przeszło mu przez myśl. Były już dwie minuty po siódmej więc ktoś na pewno już wstał. Musiał z kimś porozmawiać. Po prostu potrzebował otworzyć buzię i zacząć gadać chodź by na najbardziej bezsensowny temat.
Pewnym krokiem przekroczył drzwi dormitorium i zaczął przeskakiwać po dwa schodki na raz. Od posadzki dzieliły go już tylko cztery stopnie gdy zamarł. Zszokowany przysiadł. Nigdy w życiu nie widział czegoś tak niesamowitego. Jego pozycja na schodach pozwalała mu na bezkarne spoglądanie w jej stronę bez ryzyka, że go zauważy. Dość długie i zgrabne nogi skuliła przy sobie, przykrywając drobne stópki sweterkiem, który najpewniej zdjęła z ramion. Była w samej koszulce sięgającej jej do połowy ud. Przełknął ślinę. Wyobraźnia zaczęła działać na momencie jednak zdążył się ocknąć. Spojrzał na jej twarz. Oczy, które co chwilę przymrużyła od delikatnych promieni słońca ukazywały jej zachwyt i podziw przeczytanym tekstem. Widział jak co chwilę przygryza dolną wargę. Wyglądała kusząco. Te zawsze ciemno rude delikatne loki wyglądały teraz jakby płonęły. Nie wiedział czemu ale kiedy na nią patrzył przechodziły go dreszcze. Przecież to tylko Evans. Nie miał pojęcia co się stało. Kiedyś to była tylko koleżanka, która miała niezłe kształty, a dziś? Już wczoraj zauważył, że sprawia mu to wielką radość kiedy się uśmiecha, że fascynuje go jej spojrzenie pełne zdziwienia kiedy czymś się zainteresuje. Denerwowało go to bo kiedy próbował wieczorem zagadać do jakiejś Gryfonki z czwartego roku to w wyobraźni widział wielkie zielone oczy, które spoglądały na niego figlarnie. Wyobrażał sobie jak się do niego śmieje i zaczepia. Nie potrafił się skupić na szatynce, więc odpuścił.
Zobaczył, że podnosi głowę i spogląda w stronę zegara. Postanowił się ujawnić. Zaszedł na dół i oparł się o poręcz schodów. Widzi jak się podnosi. Chyba kogoś szuka. Ich spojrzenia się spotykają. Przez moment się zawahał. Przeniósł wzrok na książkę.
- Ciekawa chociaż?
- Zależy jak dla kogo. - odparła mimochodem. Podszedł bliżej i usiadł na fotelu obok. Czuł na sobie jej spojrzenie. Wiedział, że bacznie go obserwuje. On też postanowił zdobyć się na  zajrzenie w jej zielone tęczówki. A przynajmniej chciał w nie spojrzeć. Jego wzrok zatrzymał się na jej smukłych łydkach. Patrzył jak zahipnotyzowany w miejsce gdzie kończyła się jej koszulka a zaczynają się zmysłowe uda. jedno jej prychnięcie wyciągnęło go z transu. Widział delikatne rumieńce na policzkach. Słyszał jak z lekkim podenerwowaniem wyzywa go pod nosem zakrywając całe nogi sweterkiem.
- Wolałem bez tej szmatki - uśmiechnął się bezczelnie.
- Wolałam jak cię tu nie było.
- Ja zapewne nie dostanę tego czego wolę, więc i ty nie dostaniesz. - osunął się delikatnie na fotelu by przyjąć jak najwygodniejszą pozę. - To się nazywa sprawiedliwość
Roześmiała się z drwiną.
- TY mi śmiesz mówić o sprawiedliwości? TY?! Ech co się dzieje z tym światem.. Nim się obejrzysz a narkomani zaczną promować zdrowy tryb życia.
- Narkomani?
- Nie ważne.
- Opowiedz.
- Nie chce mi się.
- Dlaczego?
- Bo nie
- Ale dlaczego?
- No bo nie! - czuł, że jeszcze chwila i wybuchnie. Uśmiechnął się łobuzersko.
- Evans?
- Potter?
- Co się wczoraj wydarzyło po kolacji? Lunatyk jakiż taki tajemniczy się zrobił. Ty pewnie wiesz. - zobaczył, że na jej twarzy maluje się smutek. Natychmiast pożałował. Nie wiedział czemu zmiana jej nastroju tak na niego wpłynęła. Jeszcze rok temu śmiał się kiedy doprowadzał ją do płaczu. Teraz coś kazało mu ją przytulić. Ta myśl sparaliżowała jego ciało.
- Może i wiem. - w jej oczach malowała się determinacja. - Ale to nie jest informacja dla ciebie.
- A nie jest boooo?
- Nie wolno nam o ty mówić.
- No weź! Mi nie powiesz? Swojemu kumplowi?
- Nie przypominam sobie żebym przestała cię nienawidzić a co dopiero żebym zaczęła cię traktować jak kumpla. Zapisałabym takie wydarzenie w kalendarzu i zapewne dla wielu osób byłoby świętem narodowym.
- Oj kotek no weź.
- Kotek?
- Słonko?
- Słonko?!?!
- No to skoro też nie tak, to powiedz jak wolisz kochanie?
- KOCHANIE?!?!?! - z rozbawieniem spoglądał na jej coraz to większe zdziwienie. - Potter coś ci się poprzewracało w tej najeżonej główce czy jak?
- Wiewióreczko jeszcze do tego wrócimy obiecuję, ale jak na razie zależy mi na tej informacji. To jak Pysiaczku powiesz mi?
- Błagam, Potter skończ bo na zawał zejdę - zaśmiała się.
- Och Kruszynko wiesz, żebym na to nie pozwolił - puścił jej oczko. - To jak? Co się wczoraj wydarzyło?
Zamarła w bezruchu. Zaczęła tępo wpatrywać się w dziurę wypaloną w dywanie.
- Evans?
- Co? - poderwała głowę. Zauważyła jego wyczekujące spojrzenie. Jednym ruchem zgarnęła księgę i zaczęła obciągać coraz niżej koszulkę. Roześmiał się. - J-ja ja nie mogę..ja.. to tajne...Plany Dumbledore'a..my.. Przepraszam!
Przed oczami śmignęła mu ruda czupryna kierująca się w stronę damskiego dormitorium. Nagle rozległ się krzyk. Męski krzyk. Będąc u szczytu schodów obejrzała się w stronę chłopaka.To nie był on. James łapiąc się za brzuch śmiał się w najlepsze. Westchnęła i przekroczyła drzwi sypialni.
- POTTER! - Rogacz usłyszał melodyjny głos swego przyjaciela, który najwidoczniej wyszedł z łazienki i właśnie usiadł na swoim łóżku.
https://www.youtube.com/watch?v=1-_-S8m1Spk

6.Mów mi Dave!

Wielka Sala była przystrojona jak zawsze, pod sufitem było widać zaczarowane sklepienie gwiazd a przy samej podłodze unosiła się niewielka mgła. Uczniowie poruszali się wzdłuż równo ustawionych stołów które były już nakryte i zajmowali swoje stare miejsca. McGonagall stała przed drzwiami z przerażonymi pierwszorocznymi pilnując by żaden nie zagubił się w tłumie. Wszyscy już bardzo chcieli zasiąść do kolacji a już szczególnie ci najmłodsi bo wiedzieli, że jeszcze przed samą ucztą zostaną przydzieleni do domów w których spędzą aż siedem lat, dbając o ich honor i godność.Kiedy prawie wszystkie miejsca były już zajęte pani profesor zaczęła wyczytywać nazwiska i nakładać tiarę na głowy jedenastolatków. Nie minęło nawet piętnaście minut a  Ślizgonom przybyło sześciu świeżo upieczonych uczniów, Gryfonom tylko pięcioro, Puchonom również sześcioro a Krukonom aż siedmioro. Podekscytowanie szybko minęło gdy tylko wstał dyrektor i przeprowadził krótki monolog na temat bezpieczeństwa w szkole. Uczniom nie zostało już nic tylko rozkoszowanie się przysmakami.
***
Mniej więcej po środku długiego rzędu ustawionych stołów Gryfindoru siedziało siedmioro przyjaciół. Byli zwróceni do siebie, czworo z nich siedziało po jednej stronie a troje po drugiej, i gorliwie nad czymś dyskutowali.
- Lily! Dorcas! Gdzie wy się podziewałyście pytam po raz ostatni! - blondynka o dość delikatnych rysach twarzy przybrała na niej naburmuszony wyraz. - Po całym pociągu was szukałam!
- Ann! A ja ci po raz ostatni odpowiadam, że byłyśmy z przodu z powodu bliżej nieokreślonego - ostatnie słowa Lily wypowiedziała wymachując rękoma i przewracając oczami.
- Taa.. nieokreślonego - Drocas szepnęła na tyle głośno że każdy ją usłyszał.
- A ja nie rozumiem czemu nas zostawiliście - teraz oburzył się Remus, który do tej pory siedział cicho zajadając się klopsikami. - James? James! Czy ty w ogóle słuchasz co się do ciebie mówi?!
- Zostaw go, ma teraz ważniejsze rzeczy do roboty niż słuchanie twego zażalenia - Syriusz roześmiał się i wskazał na przyjaciela który zastygł z ręką trzymającą łyżeczkę z kawałkiem ciasta w powietrzu. Widać było że czemuś się przygląda, a raczej komuś. Lilyanne bez większego problemu ignorowała wbity w siebie wzrok orzechowych oczu. W końcu wytrzymała w pociągu to czemu miała by tu nie wytrzymać?
- Co  mu się stało? - zapytali równocześnie Peter i Ann.
- Zakochał się - Dorcas wyszczerzyła zęby do Lily na znak że się odgrywa za sytuacje w pociągu.
- Pff - Ruda prychnęła do niej w odpowiedzi i zwróciła się do Jamesa patrząc dogłębnie w swój talerz - A tak w ogóle to czemu siedzisz obok mnie? Zawsze siadałeś tam.
Wszyscy powędrowali wzrokiem na miejsce które pokazywała palcem choć dobrze wiedzieli gdzie zawsze siadał James. Luka, która powinna być pomiędzy Ann i Peterem była zapełniona przez Remusa.  Zapadła cisza. Przyjaciele oczekiwali odpowiedzi, która miała paść z ust czarnowłosego lecz ten ani drgnął. Dorcas nie wytrzymała i wybuchła śmiechem a w ślad za nią pozostała reszta prócz Lily , która tylko spiorunowała wszystkich morderczym spojrzeniem.
-Ekhm! Potter! Hallo!? Ziemia do Ja
mesa! - ruda zaczęła machać mu ręką przed oczmi bo juz trochę miała tego dość. Przez przypadek szturchnęła łyżeczkę, którą chłopak trzymał  w ręce, a ta uderzając o talerz wyrwała go z transu.
- Hm? Co? Ktoś mnie wołał? - zaczął rozglądać się z zaspanym spojrzeniem. Wszyscy bez wyjątku kontynuowali swój dziki śmiech. Spojrzał na Lily, która tylko z niesmakiem kręciła głową.
- Coś zrobiłem ?
- Nie no skądże - zironizowała. - Ale teraz możesz coś zrobić. Tak dla mnie. Co ty na to?
James zaczął energicznie machać głową na znak że się zgadza i czekał na ruch koleżanki.
- Świetnie! - udała że się uśmiecha z całego serca. - Tak więc..
Pochyliła mu się nad uchem i zaczęła szeptać. Na ten widok wszyscy zastygli w bezruchu.
- A po co tak? - James zaciekawił się.
- Będzie fajnie zobaczysz.
- Okay! - prawie krzyknął rozradowany i odwrócił w głowę w stronę Syriusza. - I co teraz?
- I masz tak zostać! - warknęła.
I znów fala śmiechu przeszła prawie wszystkich oprócz Lily, która kończyła szaleńczy atak na paszteciki dyniowe i Jamesa, który się naburmuszył.
- Jesteś dla mnie okropna - spuścił głowę.
- Ojejciu - ponownie zironizowała.
Łapa nie wytrzymał i ze śmiechu aż spadł z ławki na co Dorcas zareagowała dławiąc się ciastkiem, Ann i Remus kręcili głowami z politowaniem a Peter nawet nie wiedział o co chodzi bo za bardzo był zajęty pustoszeniem stołu.
- Evans?
- Niam mniam  - Lily jak na złość zaczęła głośniej mlaskać skupiając się teraz na wiśniowej galaretce.
- Evans?
- Niam niam mniam
- Evans!
- Omnomnom
- EVANS!!! - wrzasnął Potter wstając ze swojego miejsca. Wielka Sala ucichła. Wszyscy wpatrywali się w Jamesa. No prawie.
- Niam niam - Lily nadal świetnie ignorując chłopaka sięgnęła po sok. - Coś jakoś cicho tu się zrobiło nieprawdaż Ann?
W jednym momencie, jakby ktoś dał znak, rozległ się donośny śmiech do którego przyłączyli się nawet Ślizgoni.
- Kochasz to robić co nie Liluś? - tym razem szepnął jej do ucha. Odpowiedzią był dla niego delikatny uśmiech, który pojawił się na jej twarzy kiedy tylko się od niej odsunął. Dołączył do reszty chichoczących widząc już czerwonego Syriusza, który już nawet nie miał sił żeby się odezwać.
Przesiedzieli już tak chyba z dwanaście minut gdy nagle Dorcas z zniesmaczoną miną kopnęła Rudą pod stołem. Ta wyrwana z zamyślenia spojrzała na nią złowrogo. "Jak ona śmie przerywać mi przemyślenia na temat jutrzejszej lekcji eliksirów" pomyślała lecz zaraz zrozumiała o co chodziło kiedy spojrzała w stronę, w którą była wpatrzona jej psiapsióła. W ich stronę spoglądał Alex Avery - Ślizgon ze starszego rocznika, którego Llily nienawidziła bardziej od Pottera. Wiedziała, że to na nią się patrzy .Zawsze to robił kiedy tylko dochodziło między nimi do konfrontacji. A ponieważ tylko takie spotkania miały miejsce bo nie potrafili ze sobą normalnie rozmawiać robił to cały czas.
- Ciekawe czego on od ciebie chce. - Dorcas przemówiła pierwsza kiedy już odwróciły się w swoje strony.
- A nie domyślasz się? Bo ja mam wrażenie że dobrze wiem o co się mu rozchodzi.
Lily znowu spojrzała na ślizgona a ten wysłał jej sztańsko-uwodzicielski uśmiech, który nie wróżył nic dobrego. Avery definitywnie miał na jej punkcie fioła ale obchodziło go jedno - jej ciało. Każde nawet najmniejsze spojrzenie przesycone było porządniem.
- Myślisz, że chce cię zaciągnąć do łóżka?
- Kto wie..
- CO?! Ktoś chce zaciągnąc moją Liluś do łóżka? KTÓRY TO!? Niech ja go dorwę - w rozmowę wtrącił się co najmniej wściekły, Potter. Przyjaciele zaczęli lustrować Rudą w oczekiwaniu na odpowiedz.
- A tak właściwie to od kiedy my rozmawiamy.. Co??  - Jak na zawołanie Lily przypomniał się incydent z zeszłego roku szkolnego podczas podróży do domu. - Z tego co pamiętam ty nadal jesteś napuszonem łbem, który się obraził za to że nazwałam cię nieodpowiedzialnym a ja jestem nadal obrażoną Wszędobylską Panią Wszechwiedzącą.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie! - nawet nie zwrócił uwagi na zmianę tematu Lily. Nie mógł znieść że ktoś chce mu sprzątnąć tak gorącą laskę sprzed nosa.
- Co? A no tak! Pytanie! - udała że dopiero co ją olśniło. - Tak więc w odpowiedzi na twoje pytanie.. NIE MÓW DO MNIE LILUŚ BO TEGO NIE ZNOSZĘ!
Dorcas parsknęła śmiechem.
- O ludzie, jak mi tego brakowało!
- Ktoś do nas idzie - nagle odezwał się Peter ,  którego jak dotąd prawie nikt nie zauważył. Miał rację w ich stronę zmierzał blondyn który mierzył z metr dziewięćdziesiąt. Lily w oczach zapaliły się iskierki, które na nieszczęście dojrzał James i momentalnie się nachmurzył. Chłopak był szczupły i niezwykle przystojny. Jego dobrze widoczne kości policzkowe i dołeczki dodawały mu męskości. Zapatrzeni w chłopaka nawet nie zauważyli kiedy się zatrzymał. Zmierzył ich wzrokiem zatrzymując się na rudowłosej i uśmiechnął się.
- Eee.. Hej - nieśmiało odezwała się Dorcas.
- Witam - nadal wpatrywał się w  Lily lecz przybrał już surowy wyraz twarzy. - Szukam Pana Lupin oraz Panny Evans i Lorens. Domniewam że, to państwo?
Oderwał na sekundę wzrok od Rudej i jednym spojrzeniem omiótł blondynkę i wyższego blondyna.
- A o co chodzi? - zapytał nie pewnie Remus.
- Czy znajdują się tu Pan Lupin, Panna Evans oraz Panna Lorens? - powtórzył ignorując chłopaka.
- Emm.. Ja jestem Evans - odezwała się Lily i wskazała na Remusa i Ann. - A to Lupin i Lorens.
- Fantastycznie - klasnął w dłonie i rozpromienił się. - Proszę by po kolacji zostali państwo w Wielkiej Sali. Dziękuję.
Odwrócił się na pięcie i żwawym krokiem ruszył w stronę stołu Krukonów.
- Ee.. mam mieszane uczucia wobec tego gościa - Dorcas nie kryła swojego zdziwienia.
- A mi się tam nawet spodobał - Ruda zrobiła maślane oczy na co James zareagował oburzonym prychnięciem. - No ale o co ci chodzi koleś co?
- O nic - burknął.
- Ciekawe  o co chodzi co nie? - Remus przeczuwający kłótnię zmienił temat rozmowy.
- Nie mam bladego pojęcia ale jak wzywają i ciebie i Lily to na pewno nic złego.
- To się jeszcze okaże. - Syriusz zrobił tajemniczą minę a wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem.- No nie powiecie, że Ruda jest święta bo i tak nie uwierzę.
Wyszczerzył się w jej stronę a ona tylko spojrzała na niego porozumiewawczo i oboje parsknęli śmiechem.
- Czy my o czymś nie wiemy Łapciu? - James spiorunował przyjaciela wzrokiem.
- Oj Rogaś, nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jaka z niej dzika bestia.
Evansówna momentalnie się zaczerwieniła. Przyjaciele widząc jednoznaczny uśmiech Syriusz i zakłopotanie Lily zaniemówili i spojrzeli znacząco na Rudą oczekując wyjaśnień. Jednak ich nie dostali bo po chwili dyrektor nakazał rozejść się wszystkim do swoich wież tak więc rudowłosa zerwała się i szybkim krokiem podeszła w stronę stołu nauczycieli. Chwilę później pojawili się obok niej Remus i Ann a sala opustoszała. Kiedy Lorensówna rozejrzała się zauważyła tylko dwójkę Puchonów czterech Ślizgonów i jednego Krukona , który ewidentnie wpatrywał się w jej przyjaciółkę. Rozpoznała w nim tego samego chłopak, który podszedł do niech w trakcje kolacji.
- Lily..
- Hm?
- Patrz, to ten koleś co kazał nam zostać. Cały czas gapi się na ciebie.
Ruda odwróciła się w stronę Krukona, który uśmiechnął się do niej promiennie.  Lily odwzajemniła uśmiech jednak momentalnie zrzędła jej mina gdy zobaczyła że Avery również się w nią wpatruje. Natychmiast odwróciła się w stronę swoich przyjaciół jednak ich już nie było obok niej.  Nerwowo rozejrzał się w około. Remusa odnalazła w towarzystwie dwóch Puchonów. Widać było że rozmawiali o czymś niesamowicie ważnym bo cała trójka była niezwykle ożywiona i bardzo mocno gestykulowała. Ruda zachichotała pod nosem po czym zaczęła szukać Ann, która była w towarzystwie dziewczyny z domu Salazara. Lorensówna posłała przyjaciółce zadziorne spojrzenie na co Evans tylko przekrzywiła głowę pytająco. Na od powiedz nie musiała długo czekać, bo poczuła na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Momentalnie odwróciła się w stronę tego kogoś i ujrzała owego Krukona, którego zdążyła już poznać.
- Cz-cześć - powiedział nieśmiało przymykając powieki i wyciągając rękę ku Rudej-  Jestem David ale wszyscy mówią mi Dave. A ty?
- Lilyanne ale wolę Lily. - Ruda zauważyła zmianę głosu na łagodniejszy.
- Piękne imię. Wybacz że tak podchodzę znienacka ale jestem trochę nieśmiały i nie chciałem zagadywać przy twoich znajomych. - starał się nie patrzeć w jej oczy. - Wiesz bardzo mi się spodobałaś Lily i pomyślałem.. znaczy uważam.. znaczy może chciałabyś..
Evans zachichotała.
- Spokojnie David przecież nie gryzę.
- Co? A! No tak - roześmiał sie. - Proszę mów mi Dave. Zdecydowanie wolę zdrobnienie od oryginalnego imienia.
- No dobrze Dave - podkreśliła ostatnie słowo. - Tak więc kontynuuj. Mówiłeś że coś bym może chciała.
- A no tak.. bo może byśmy się jakoś lepiej poznali co ty  na to?
- Lepiej poznali? Czemu nie - wyszczerzyła zęby.
- To może.. Umówimysięnajutro?
- Hahah musisz mówić wolniej i wyraźniej bo nic nie zrozumiałam.
- Ech no dobra.. co ty na to byśmy się jutro spotkali tak pod wieczór?
- Czy ty mi właśnie proponujesz randkę? - Spojrzała zadziornie.
- Jeśli chcesz możemy to tak nazwać - roześmiał się. Lily już otworzyła usta by coś mu odpowiedzieć jednak przeszkodził jej w tym sam dyrektor.
- Drodzy uczniowie - wszyscy zamilkli. - Dziękuję, że zostaliście. Niestety muszę was o czymś poinformować. Jednak jest to wiadomość, którą musicie zachować tylko dla siebie.
Po twarzach zgromadzonych ucznów przebiegł cień strachu
- Tak mi przykro że muszę poinformować was o..

5. -Dopiero teraz widzę co straciłem przez te wszystkie lata..

- Do zobaczenia w czerwcu! - ruda dziewczyna machała na pożegnanie rodzicom. Była uśmiechnięta i pełna nadziei. Nadziei na lepsze życie. Wszyscy z podziwem patrzyli na niesamowicie piekną rudowłosą dziewczynę, której włosy sięgały aż za łokcie. Miała pełne usta o których marzył nie jeden mężczyzna i kilka piegów na nosie. Duży biust nadawał jej kobiecości a zgrabne nogi figlarności. Miała wspaniałą sylwetkę, której zazdrościła jej prawie każda dziewczyna.
Bez większego pożegnania przekroczyła mur oddzielający perony 9 i 10. Znalazła się w zupełnie  innym świecie. Był tu większy tłok. Wszyscy się przeciskali i jak najszybciej starali się dostać do pociągu, który już dawno stał na peronie.
- LILY! LILY! - rudowłosa obejrzała się do tyłu a jej oczom ukazała się pędząca w jej stronę brunetka.
- Dorcas! - również krzyknęła i zostawiając kufer pobiegła w stronę przyjaciółki. Minęły tylko dwa miesiące a stęskniły się za sobą jakby minęła wieczność. Rzuciły się sobie w ramiona.
- To jak gotowa?
- To już piąty rok.
- Zostały nam już tylko trzy lata. Ech jak to szybko leci - Dorcas nagle posmutniała. - A co potem?
- Spokojnie - Ruda uśmiechnęła się jeszcze szerzej niż zwykle - To nie TYLKO trzy lata a AŻ trzy lata! To będą nasze najlepsze lata nauki w Hogwarcie! Będą jeszcze bardziej magiczne niż zwykle.
Nawet nie wiedziała jak była blisko temu stwierdzeniu. Los (a raczej autorka :D ) szykował im zupełnie inne życie niż te które wiodły przez ostanie cztery lata.
***
Lily i Dorcas znalazły sobie wolny przedział. Tak długo się nie widziały, że jedna drugą starała się przekrzyczeć. Jednak nie było im dane w spokoju porozmawiać bo drzwi przedziału otworzyły się i sielankowy humor zepsuł im nie kto inny jak sam Severus. Już od dawna Lily i Severus oddalali się od siebie. Snape wpadł w złe towarzystwo no i fascynował się Czarną Magią co doprowadzało ją do szału. A w te wakacje strasznie sobie przeskrobał. Lily spotkała go w towarzystwie Narcyzy, rozmawiali i śmiali się w najlepsze dopóki owa dziewczyna nie zauważyła Rudej. Nie miały one najlepszych kontaktów a wręcz były one fatalne. Nie było więc dziwnym, że od razu naskoczyła na nią a Sev w ogóle nie zareagował. Lily już dawna przyzwyczaiła się do tego, że przyjaciel nie broni jej przed Slizgonami. Sam nim był. Jednak tym razem odezwał się choć nie tak jakby chciała Ruda. A mianowicie nazwał ją szlamą i nawet się tym nie przejął. A przynajmniej nie wtedy gdy powinien.
- Lileńka.. możemy porozmawiać?
- Nie mamy o czym - syknęła nawet nie patrząc na niego. - I nie mów tak do mnie. Tak mogą mówić do mnie tylko przyjaciele!
-  Tacy jak ja? - zaraz za Severusem w drzwiach pojawił się Syriusz. Slizgon zbladł. Dopiero po chwili Lily wyczuła o co chodzi i odezwała się :
- Syriuszu odsuń tę różdżkę od jego pleców! Nie jest wart..
Syriusz posłusznie odsunął różdżkę a Severus wybiegł z przedziału.
- No no Dorcas misiaczku chyba unikałaś słońca w te wakacje - nonszalancko oparł się o próg drzwi. - Kręcą mnie blade policzki.
Chłopak puścił oczko dziewczynie na co ona przewróciła oczami. Wiedziała, że Black to podrywacz. Znała na pamięć jego wszystkie kwestie i triki. Zawsze gdy szukał laski na jedną noc szeptał jakieś tekściki o jeziorze księżycu i ich dwoje. Wtedy też zazwyczaj spoglądał swym pijanym wzrokiem i przesyłał kuszące uśmieszki. Trochę inaczej to wyglądało gdy szukał laski na troszkę dłużej. Wtedy była mowa o jej urodzie..
- Zawsze podziwiałem twoją urodę, jest jak..
- Śnieżnobiały pierwszy płatek śniegu spadający na twój policzek? - dokończyła z nienaturalnym uśmiechem Dorcas. Syriusza zatkało. Właśnie to chciał  powiedzieć ale nie mógł dać jej tej satysfakcji pozycji wygranej.
- Oj kochanie nie pochlebiaj tak sobie. Widzę, że skromności to u ciebie za grosz. - wyszczerzył szeroko zęby na co Dor tylko fuknęła a Lily zaczęła się dusić donośnym niepohamowanym śmiechem. Jej śmiech jednak był zbyt głośny bo sprowadził do ich przedziału kogoś kogo raczej nie chciała spotkać.
- Hmm a kogóż to melodyjny śmiech sprowadził mnie z ostatniego wagonu aż tu Łapo? - głos Lily załamał się w połowie i natychmiast odwróciła się w stronę okna. Doskonale wiedziała kto wypowiedział te słowa jednak nie chciała go widzieć. Po prostu. Nie i już. - Och Evans, Meadowes już w pociągu? Czemu nie przyszłyście do naszego wagonu?
O tak. Lily wiedziała że cała ich czwórka tak jak zawsze zajęła ostatni przedział dlatego nie mówiąc nic Dorcas zaprowadziła ją na przód.
- Witaj James! - brunetka obdarzyła go ciepłym uśmiechem - Nie wiedziała, że już jesteście. Po prostu szłam za Lil.. Lilka!
- No co - burknęła Ruda nadal wpatrując się w okno. Była tak blisko że nie było zbytnio widać jej odbicia lecz ona świetnie widziała te należące do Pottera i Blacka. Jaka że oni się zmienili przez te wakacje. Black jakby wyższy i miał dłuższe włosy a James wyprzystojniał jeszcze bardziej. Obydwoje uchodzili za największe ciacha w szkole. Rudej podobał się ten drugi ale tylko z wyglądu. Nienawidziła jego charakteru. Był samolubny i podły. Uważał, że wszystko to jedna wielka zabawa a osoby pojawiające się w niej to zabawki. Tak naprawdę to ona uważała że on tak myśli. I dużo się nie pomyliła. James na swój sposób jakoś nie drażnił specjalnie aż tak Lily jednak czuła do niego wtręt. Przez cztery lata była dla niego koleżanką. Pamiętała jak w pierwszej klasie na początku bardzo mu się spodobała jednak był taki sam jak Black, szybko zmieniał zdanie. Później znowu mu się coś za widziało, dostała wtedy od niego prezent urodzinowy bo on jako jedyny o nich "pamiętał" ( Lily była na Wieży Astronomicznej bo było jej przykro że nawet rodzice nie naskrobali do niej życzeń urodzinowych, wtedy zjawił się Potter i gdy dowiedział się o co chodzi pobiegł do kuchni i przyniósł jej wielki kawałek ciasta na którym z rodzynek były napisane wielkie cyfry 12. Długo wtedy siedzieli i rozmawiali. Było całkiem miło a James podarował jej wtedy malutki prezencik ).Bardzo ważny dla niej. Przynosił jej szczęście. Później znowu się o coś pokłócili i tak do drugiej klasy kiedy Lily uratowała mu życie. Chodził za nią potem przez pół roku i błagał by została jego dziewczyną lecz ta nieugięta ciągle mu odmawiała. W trzeciej klasie James zaczął urozmaicać swoje życie towarzyskie bo jak on twierdził miał już trzynaście lat i nie wypada mu być samemu. Czwarta zleciała dosyć szybko i bez konfliktowo nie licząc kłótni w pociągu podczas podroży powrotnej. I właśnie dlatego nie chciała teraz na niego patrzeć. Miała mu za złe że nazwał ją wszędobylską panią wszechwiedzącą. Chodź sądząc po jego aktualnym zachowaniu zupełnie już zapomniał co się stało.
- Lilka! - z zamyślenia wyrwała ją przyjaciółka. - Dlaczego nie powiedziałaś mi że Huncwoci są już w pociągu?!
- A co aż tak stęskniłaś się za Blackiem? - Dorcas zaczerwieniła się a James i Syriusz zaczęli chichotać. Lily nadal wpatrywała się krajobraz za oknem. " Jeszcze chwilka i sobie pójdą" pocieszała się w myślach.
- Po prostu chciałam się przywitać! - naburmuszyła się brunetka i zsunęła się lekko z siedzenia tak że zdołała dosyć mocno kopnąć Rudą - A ty co tam tak wypatrujesz?
- Auć!- syknęła na co Huncwoci jeszcze bardziej się roześmiali - Nie bij mnie!
- Zadałam ci pytanie!
- Nie ważne..
- Mogę też? - te słowa wypowiedział Potter
- Uderzyć mnie? Śmiało, za nos 40 punktów! - Lilka już kipiała ze złości i chciała sama go uderzyć jednak pohamowała się i kontynuowała swoje zajęcie.
- Nie głuptasie - Potter pokręcił głową po czym wyszczerzył się - Chciałem z tobą popatrzeć.
- Rób co chcesz mnie w to nie mieszaj - tekst który James słyszał od niej już od pierwszej klasy. Jednak się nim nie przejął i  usiadł obok Rudej. Syriusz widząc, że jego kompan ma zamiar tu dłużej zabalować również usiadł. Nawet nie zauważyli kiedy ruszyli. James spoglądał to w okno to na Lilkę. Miał nadzieję że choć na chwilę na niego spojrzy. Długo nie trwał ich spokój bo przez uchylone okno wleciała jakaś sówką. Nie miała żadnej karteczki ani listu za to była bez jednej nóżki. Lilka natychmiast rzuciła się jej na ratunek i już po krótkiej chwili zabandażowała ją. Jednak sówka nie miała  w zamiarze długo być ze swoją wybawicielką bo od razu wyleciała przez okno. Lily podniosła się z podłogi. Wszyscy się jej przyglądali.Gdy odwróciła się w stronę swojego miejsca jej spojrzenie zetknęło się ze spojrzeniem orzechowych oczu Jamesa. Na twarzy Pottera zagościło najpierw zdumienie. Patrzyli na siebie tak przez dłuższą chwilę. Ona też widziała go teraz dokładniej. Jeszcze bardziej przystojny niż w odbiciu. Po chwili z ust chłopaka wydobył się dźwięk zachwytu. Jego mina powoli zaczynała się zmieniać w wielki szczery uśmiech.
- Och Lily aleś ty się zmieniłaś - nadal nie odrywał od niej wzroku ta jednak sobie to odpuściła i usiadła. "Ech wiedziałam, że to się nie uda" pomyślała.
- Jesteś taka piękna Evans - kontynuował. Dorcas spojrzała się porozumiewawczo na Syriusza i zaczęli się dusić dławiąc śmiech.
- Lily? Ty mnie słuchasz? - Lilka jak tylko usiadła dalej patrzyła w okno. Ignorowała go bo w końcu to potrafiła najlepiej. Nie oczekiwanie James roześmiał się.
- O Łapo to będzie magiczny rok. Pełen przygód i miłości - znów spojrzał na Lilkę - Dopiero teraz widzę co straciłem przez te wszystkie lata..
Lily uśmiechnęła się w głębi duszy. Wiele osób już jej mówiło że jest atrakcyjna lecz słowa podziwu wypowiedziane przez samego Jamesa Pottera jakoś inaczej na nią zadziałały. Poczuła się na prawdę piękna.

4. Niewielki początek wielkiej...

- Slytherin! - Tiara przydziału wrzasnęła na całą salę a ze stołu oddalonego najbardziej na lewo rozległy się wrzaski i wiwaty i już po chwili dołączyła cała reszta. Tylko dwie osoby nie były szczęśliwe z tego powodu. Ciemnowłosy chłopak schodzący ze stołka spojrzał ze smutkiem w prawą stronę gdzie młoda Gryfonka uśmiechnęła się delikatnie a w jej oczach widać było żal.
***
- Nie martw się Severusie, przecież będziemy się codziennie widywać.
- Przecież się nie martwię.
- Przecież widzę
- Przecież.. ech koniec z tym przecież! Jest dobrze! Będziemy mieć razem lekcję więc jest jeszcze lepiej - Snape uśmiechnął się jakby od niechcenia do rudowłosej. - Po prostu miałem nadzieję, że będziemy w tym samym domu.
- No ale nie jesteśmy..nie jest to żadna przeszkodą prawda?
- Tak troszkę..
- Jak to?!
- No bo wiesz.. Gryfoni i Ślizgoni nie za bardzo za sobą przepadają... To będzie trudne..
- I to znaczy, że nie możemy się spotykać!? - w oczach Lily zaczęły pojawiać się łzy. Zaczęła mieć powoli wyrzuty do swojego przyjaciela. - Tylko przez to że ktoś tam sobie coś kiedyś ubzdurał chcesz żeby nasza przyjaźń się popsuła?!!
- Ależ oczywiście że nie!
- Mam taką nadzieję.
Lily powoli zaczęła się uspokajać. Nie mogła uchodzić za beksę już pierwszego dnia w szkole. Snape przytulił ją. Zawsze gdy to robił czuła się jakoś dziwnie. Nie były to motylki w brzuchu ani obrzydzenie. Nie było to nic. Zupełnie nic. Nie czuła nawet samego dotyku. Tak jakby stała sama bez ruchu.
- Z drogi parszywy Gryfonie! - Lily odskoczyła od Snape'a i zobaczyła cały dom Slytherinu, który chciał przejść przez drzwi blokowane przez nią i Severusa. - Ogłuchłaś?
Lily spojrzała na przyjaciela z nadzieją, że ją obroni ale ten rzucił w jej stronę ciche "Pa" i ukrył się za prefektem , który popychając Rudą na bok przeszedł przez drzwi Wielkiej Sali. Poczuła ukucie w sercu. Nigdy nie należała do ludzi, którzy się odszczekują i toczą wojny na słowa. Zawsze wyręczał ją w tym Severus jednak dziś się tak nie stało.
- Nie no na prawdę prawdziwy z Ciebie przyjaciel! - krzyknęła a Snape spuścił głowę.
Do jej oczu znów zaczęły napływać łzy. "Foch!" Postanowiła w myślach i zaczęła się rozglądać za nową koleżanką, która również została przydzielona do Gryffindoru. Jej wzrok zatrzymał się na dość wysokiej brunetce stojącej w otoczeniu dwóch blondynek. Miała skrzywioną minę. Ruda od razu zauważyła, że Dorcas nie miała ochoty przebywać z nowymi koleżankami dlatego postanowiła iść jej na ratunek. Kiedy tylko podeszła do grupy dziewcząt naśmiewających się z jej nowej koleżanki coś w nią wstąpiło. Coś pękło. Nigdy nie miała ciętego języka. Nigdy. Aż do teraz.
- Jakiś problem? - spiorunowała wzrokiem obie dziewczyny.
- Nie wtrcąj się rudzielcu - odezwała się ta z lokami.
- Bo?
- Bo to nie twoja sprawa - zaśmiał się ta w prostych włosach.
- A właśnie, że moja!
- Lily nie warto..
- Watro! Nie pozwolę, żeby ktoś nabijał się z mojej przyjaciółki! Bo co? Bo ma inny styl niż wy? Nie rozśmieszajcie mnie. Ona jest oryginalna! To wy wyglądacie jak klony! - zaczęła podnosić głos. Miała rację. Dorcas kochała kolorowe bransoletki z muliny i ostre makijaże jednak wyglądała w nich świetnie jak na jedenastolatkę. Wyglądała oryginalnie, nie było drugiej tak kolorowej i wesołej dziewczyny w szkole. Jak tylko założyła swoją szatę zaczęła ją ozdabiać naszywkami i koralikami co sprawiało że była jeszcze bardziej niesamowita.
- Może tak grzeczniej dziecko? - zadrwiła o prostych włosach. - Nie będzie mi tu pierwszoroczniak podskakiwał.
- Uspokój się Anno.
- Nie wtrącaj się Frank! - za młodymi Gryfonkami stanął dość wysoki chłopak o bardzo krótkich czarnych włosach i szarych oczach.
- Muszę dbać o nowicjuszki jako prefekt więc muszę się wtrącić - puścił oczko do Dorcas a ta natychmiast rozpromieniła się. Blond dziewczęta tylko prychnęły i odeszły.
- Dzięki wielkie - odwróciły się w stronę Franka.
- Lepiej nie zbliżajcie się zbyt blisko czwartoklasistów bo czują się tu panami. Mogło by to skutkować awanturami - uśmiechnął się szeroko. - A teraz już do swojej grupy! GRYFONI ZA MNĄ!
- Dzieki Lily - Dorcas starając się dotrzymywać kroku koleżance zaczęła dziękować. - Już mi uszy więdły od ich słów. Próbowałam się ich pozbyć ale cały czas łaziły za mną. Naprawdę dzięki.
- Nie dziękuj mi. Przecież to nic. - obdarzyła Dorcas ciepłym uśmiechem.
- A to co powiedziałaś to.. czy to była prawda?
- Że jesteś oryginalna? No pewnie!
- Chodzi mi o tą przyjaciółkę.
- Och no pewnie. - Lily zatrzymała się i złapała koleżankę za ręce.- Zaprzyjaźnijmy się!
Dorcas rzuciła się rudowłosej w ramiona. Jeszcze nigdy nie miała przyjaciółki. Zazwyczaj wszystkim przeszkadzała jej gadatliwość czy chęć wyróżniania się. Pierwszy raz ktoś jej zaproponował przyjaźń.
- A co to za obściskiwanie się? - nagle obok dziewcząt jakby z pod ziemi wyrósł Syriusz wraz z Jamesem.
- Nie twój interes Potter. - Lily nadal była zła za sytuacje w pociągu.
- No cóż, nie to nie. Narka. - odeszli. Dziewczęta również podążyły za grupą. W czasie drogi do pokoju wspólnego Lily zastanawiała się nad tym jak to będzie. Nie wiedziała że swoim dzisiejszym  zachowaniem zatwierdziła pewne zdarzenia , które będą miały odbicie w przyszłości. Właśnie dziś przez swoje niewielkie wystąpienie zyskała najlepszą przyjaciółkę a straciła przyjaciela. Właśnie dziś przez niewielki komentarz starciła w oczach przystojnego ciemnookiego Jamesa. Właśnie dziś zaczęła się jej niewielka przygoda z magią, która będzie miała wielkie odbicie w przyszłości.

3. W drodze do nowego domu.

Minęła już prawie godzina podróży. Dorcas nawet na chwilę nie przestawała zasypywać Lily mnóstwem historii z jej magicznego życia.
- Raz jak byliśmy u cioci Sary mój kuzyn zrobił mi psikusa. W dzień moich urodzin dał mi gigantyczny prezent. Byłam bardzo uradowana tym faktem jednak nie na długo. Jak się potem okazało moja paczuszka wystrzeliła w powietrze a ja oberwałam jakąś czerwoną mazią. Miałam taki ubaw. Co ja mówię.. wszyscy mieli ubaw! - Dorcas prawie płakała ze śmiechu.
- To pikuś - wtrącił się Syriusz który właśnie zaczął zbierać swoją talię kart czarodziejów. - Ja i James robimy takie psikusy non stop.
- Oj a my to co? - oburzył się Peter. - Przecież też zawsze jesteśmy z wami.
- Wybacz, jakże ja mogłem o was zapomnieć.
Nagle rozległ się głośny dźwięk burczenia w brzuchu.
- Hahahah Peter ty głodomorze - tym razem odezwał się Remus. - Przecież jadłeś pół godziny temu!
- Och to wcale nie jest moja wina!
Przedrzeźnianie trwało do czasu gdy w drzwiach przedziału pojawiła się pulchna kobieta w kręconych włosach z wózkiem pełnym łakoci.
- Może coś z wózeczka?
- W samą porę - Peter wyskoczył z siedzenia i podbiegł do sprzedawczyni. - Ma pani może czekoladowe żaby?
James wybuchł śmiechem przez co siedząca obok niego Lily aż podskoczyła. Przez dotychczasowy czas podróży ani razu nie spojrzała w jego stronę jednak czuła że on robi to prawie non stop. " Może zagadam? Nie no chyba już do reszty oszalałam. No a może spojrzę i uśmiechnę się.. Nie, też odpada" Lily wpatrywała się w koleżankę, która zachłannie pochłaniała coraz to większe ilości fasolek wszystkich smaków.
- Może spróbujesz? - serce Lily podskoczyło do gardła. - Lily? Liluś? W porządku?
- Chyba już ci mówiłam żebyś tak do mnie nie mówił - ocknęła się po czym spojrzała na Jamesa, który z łobuzerskim uśmiechem częstował ją czymś co przypominało żelki.
- Ale to tak pięknie brzmi.
- Ale ja tego nie znoszę!
- Nawet kiedy ja to mówię?.
- Tym bardziej.
- Oj Liluś, ranisz.
- Ty również.
James roześmiał się a Lily zarumieniła.
- To jak chcesz?
- Podziękuję
- Nawet nie wiesz co tracisz - po tych słowach wziął garść cukierków i włożył do buzi. - Są naprawdę pyszne.
Dorcas wyłapała zakłopotanie Lily i natychmiast się wtrąciła.
- W sumie jak już tu razem jesteśmy to może się lepiej poznamy? James może opowiesz coś o sobie?
Rudowłosa poczuła ulgę. Zanosiło się, że reszta podróży minie już spokojnie i bez stresu. Jednak dziesięć minut przed dojazdem dało się usłyszeć hałas z korytarza. Nie trzeba było długo czekać aby wszystko się wyjaśniło. Drzwi przedziału otworzyły się a ich oczom ukazał się chłopiec o długich, gładkich czarnych włosach.
- Jeszcze chwila i będziemy na miejscu. - uśmiechnął się. - Powinniście się już ubrać.
- Severus! - Lily podbiegła do chłopaka i mocno go przytuliła. - Już myślałam, że Cię tu nie ma.
- Jakże mógłbym nie dopilnować czy bezpiecznie dojechałaś Liluś - roześmiał się.
- Dziękujemy za informacje, więc może już wyjdziesz? - James całkiem spokojnie zasugerował. - Chcielibyśmy się przebrać.
Severusa zamurowało.
- James! - Evans nawet na niego nie spojrzała. - Nie słuchaj go Sev możesz tu zostać ile chcesz.
- Och, Liluś nie przejmuj się. Wiem kiedy ludzie mają dość mojego towarzystwa.
- Ale Sev..
- Do zobaczenia w szkole Ruda! - po czym wyszedł.
- Tylko nie Ruda!-  krzyknęła wychylając się na korytarz. W odpowiedzi usłyszała tylko donośny śmiech, którego moc dźwięku malała za każdym krokiem Severusa.
-Ty! Co ty sobie wyobrażasz!? -Mimika twarzy Lily nagle się zmieniła. Była zła. - To mogło go urazić!
-Oj Liluś nie denerwuj się - James wyszczerzył zęby.- Ja po prostu poprosiłem żeby wyszedł.
- Poprosiłeś?!
- No tak.
- Ty go wręcz wywaliłeś! I nie mów do mnie Liluś!
- Ciekawe, podobno tego nie lubisz ale nie zwróciłaś uwagi Severusowi gdy tak cię nazwał. - wtrącił się Remus.
- B-bo.. Ach nie będę się wam tłumaczyć! - Lily prawie się wrzasnęła.
- Liluś, kochanie już się nie denerwuj.
- A już na pewno nie mów kochanie!
Lily szarpnęła swój bagaż podręczny i wyszła do łazienki się przebrać.  Nie minęło pięć minut i była już ubrana. Pociąg się zatrzymał. Wszyscy jednym tempem opuścili pociąg. Lily przez dłuższy czas szukała Dorcas jednak gdy zobaczyła nową koleżankę w towarzystwie Jamesa Syriusza i Petera postanowiła nie podchodzić. Pół godziny później wszyscy byli już pod drzwiami prowadzącymi do Wielkiej Sali gdzie profesor McGonagall dawała pierwsze wskazówki. Już za chwilę mała Lilyanne Evans miała się stać czarodziejką z krwi i kości.

2. Ja tylko podziwiam moją piękną Lilyanne.

Reszta wakacji upłynęła bardzo szybko. Nie ubłagalnie zbliżał się czas w którym miała wyruszyć do innego świata. Świata magii. Odkąd tylko dowiedziała się, że jest czarownicą jej świat stanął na głowie. Miała wrażenie, że wszyscy jakoś tak dziwnie na nią patrzą, a szczególnie jej siostra Petunia. Była dla niej bardzo niemiła od czasu gdy Lily dostała list z Hogwartu. " Na pewno mi zazdrości" myślała.
Ze zbliżającym się dniem 31 sierpień coraz bardziej nie dowierzała w istnienie czegoś takiego jak magia.
- Kochanie, przecież już widziałaś te wszystkie magiczne rzeczy na ee.. Pokątnej tak? - pani Evans krzątała się po kuchni przygotowując kolację - Zobaczysz wszystko będzie dobrze.
- Mam nadzieję mamo.
-Liluś kochanie a czy zapakowałaś wszystko? Jutro już nie będzie czasu. O matko, będę musiała  przekazać Petunii, że wyjeżdżamy już o siódmej. Musimy zdążyć na ten pociąg.
- Spokojnie mamo, możemy wyjechać o ósmej bo odjeżdża dopiero o jedenastej.
- O nie moja droga.- zbulwersowała się pani Evans. - Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego jakie będą korki o tej porze w Londynie? Musimy mieć przynajmniej godzinę w zapasie.
- Witam moje drogie panie. - w drzwiach kuchni pojawił się dosyć wysoki i szczupły mężczyzna. - Cóż tak pięknie pachnie?
- Och kochanie to ty. - mama Lily zarumieniła się. - Mam nadzieję, że jesteś głodny bo dziś na kolacje twoje ulubione paluszki rybne.
- To ja zawołam Petunię - dziewczyna wiedziała, że teraz należy zostawić ich na chwilę samych. Pan Evans bardzo kochał swoją żonę i na każdym kroku chciał jej to okazywać więc Lily postanowiła im nie przeszkadzać.
Petunia była w salonie.
- Kolacja!
- Nie drzyj się! - warknęła siostra. - Głucha nie jestem.
- Dobrze, już dobrze,spokojnie nie chciałam cie zdenerwować - Lily mruknęła już nieco ściszonym głosem. - Przekaż mamię, że nie jestem głodna i już się położe.
- Może i przekażę - Petunia rzuciła siostrze na pożegnanie wchodząc do kuchni.
Rudowłosa natychmiast pobiegła na górę do swojego pokoju. Nie był za duży. Łóżko jakaś komoda i szafa. Jednak nie przeszkadzało jej to ponieważ spędzała tu bardzo mało czasu.
- Padam z nóg - mruknęła do siebie rzucając się na łóżko już w piżamie. Nagle usłyszała jakieś głosy dobiegające spod jej okna. Wyjrzała. Jak zwykle o tej porze w okolicy jej domu  kręcili się dziwni ludzie. Z pośród chyba czterech kuso ubranych panienek Lily wyłapała dość przystojnego mężczyznę. Miał z dwadzieścia lat ale bardzo jej kogoś przypominała. Kogoś, kogo już wcześniej spotkała. Kogoś kto wpadł na nią jakieś parę dni temu na Pokątnej.
- Ech ciekawe jak miał na imię. - znowu opadła na miękką pościel. - Może spotkam go w tej całej szkole.
Lily nie mogła spać przez całą noc. Cały czas rozmyślała na przemian a to o Hogwarcie a to o ciemnookim chłopaku z Pokątnej. Kiedy budzik wybił godzinę siódmą najzwyczajniej w świecie zaczęła się ubierać w pierwsze lepsze ciuchy. Czuła się jakby miała iść na najzwyklejsze rozpoczęcie roku szkolnego w jak najbardziej najzwyklejszej szkole. Jednak tak nie było. Od dziś miała się stać jednym z tych "dziwolągów" wymachującymi kijkami i rzucającymi jakieś uroki.
Lily zeszła na dół. Jej rodzice byli już gotowi do wyjścia.
- No Liluś mieliśmy o siódmej wyjechać a nie wstawać. - roześmiał się pan Evans. - Zjedz szybko śniadanie a my czekamy w samochodzie.
Lily wpadła do kuchni jak piorun. Ugryzła dwa razy kromkę chleba i wybiegła z domu.
***
Była na stacji przed czasem jednak szybko pożegnała się z rodzicami i za radą jakiegoś mężczyzny dostała się na peron 9 i 3/4. Jak na tak wczesną porę było już sporo ludzi. Nie czekając na nic złapała za kufer i ruszyła szukając wolnego przedziału. I znalazła. Prawie pusty. Była w nim tylko dziewczyna, która Lily już wcześniej spotkała.
- Przepraszam -  zaczęła nie pewnie - Czy tu wolne?
-Hm? - zamyślona dziewczyna spojrzała w jej stronę. - Ależ oczywiście! Czy ja cię już skądś nie znam?
- Hahaha tak mieliśmy już tą przyjemność spotkać się na zakupach- Lily wniosła swój bagaż i opadła na siedzenie przy oknie będąc teraz na przeciwko brunetki. - Szukałaś wtedy swojej mamy.
- Ach tak już pamiętam! - Dziewczyna roześmiała się. - Jestem Dorcas. Dorcas Meadowes.
- Lilyanne Evans
Dziewczęta mimo tak krótkiej znajomości rozgadały się jakby znały się od urodzenia. Jednak chwilę przed odjazdem ktoś im przerwał. W drzwiach przedziału pojawił się chłopak o kruczoczarnych włosach z łobuzerskim wyrazem twarzy.
- Moje drogie panie czy te siedzenia są wolne? - wskazał na cztery wolne miejsca.
- Pewnie - Lily obdarzyła go ciepłym uśmiechem i tym samym zachęciła do wejścia.
- Ej! James! Remus! Peter! Tu są wolne! - wychylił się na korytarz i zaczął machać do swoich przyjaciół po czym zajął miejsce przy drzwiach. Nie trzeba było czekać gdy oczom dziewczętom ukazały się trzy postacie. Jeden był nie wysoki i troszkę grubawy a drugi dosyć tęgi i miał jasne włosy. Trzecim był nie kto inny tylko chłopak z Pokątnej. Lily zrobiło się słabo i wbiła wzrok w okno.
- Nie będzie problemem gdy zajmiemy te miejsca? - odezwał się blondyn
- Żaden problem - Dorcas prawie krzyknęła z uśmiechem na twarzy.
- W takim razie wchodzimy - odezwał się najmniejszy. - Jestem Peter.
Chłopak od razu wyciągnął dłoń w stronę dziewcząt.
Brunetka od razu podała mu dłoń.
- Dorcas. -po czym wskazała na rudowłosą - A to Lilyanne.
dziewczyna dopiero gdy usłyszała swoje imię odwróciła wzrok od okna i spojrzała na chłopców. Ciemnooki z uśmiechem na twarzy wpatrywał się w nią. Lilyanne było już bardzo gorąco. Czuła, że jest już cała czerwona.
- Remus! - blondyn przerwał kontakt wzrokowy.
- Och miło. - odezwała się teraz Evans - Mów mi Lily.
- Hm? Liluś? Piękne imię. - odezwał się trzeci. Serce dziewczyny podskoczyło do gardła.
- Tylko nie Liluś. Nie znoszę tego! - Lily oburzyła się lekko . - A ty?
- James. James Potter.
- Skoro już się tak zapoznajemy to może i ja się przedstawię - odezwał się czarnowłosy chłopak, który pojawił się tu jako pierwszy - Jestem Syriusz.
- Hahaha skoro już się tak wszyscy zapoznaliśmy to może zajmijmy swoje miejsca. - zaproponowała brunetka. I usiedliśmy. Pomiędzy Dorcas a Syriuszem usiadł Peter a pomiędzy Lily a Remusem nie kto inny jak James. Czuła się skrępowana. Cały czas miała wrażenie, że chłopak się jej przygląda. I miała rację, starała się na niego nie patrzeć lecz nie było to łatwe ze względu że ona sama też chciała spojrzeć w jego stronę.
- James, przyjacielu, przestań bo się dziewczyna zawstydzi - rozległ się zbawienny głos.
- Syriuszu nie mam pojęcia o co ci chodzi. - roześmiał się. - Ja tylko podziwiam moją piękną Lilyanne.

1. - Może byś tak uważał?!

" Co ja tu robię?" pomyślała rudowłosa jedenastolatka. Przed jej oczami przemykały dziwne osoby. Niektóre były ubrane w wysokie szpiczaste kapelusze jeszcze inne w jakieś długie ciemne szlafroki. "To chyba jakaś pomyłka" znów jej przeszło przez głowę gdy ujrzała przed sobą najzwyklejszą miotłę do zamiatania , która w niezwykły sposób unosiła się nad ziemią. Nie było tu nic normalnego. Od kiedy tylko przekroczyła mury baru dla jakiś dziwolągów "Dziurawy kocioł" wszystko stało się nie normalne.
- Mamusiu, potrzebuję jeszcze książki do eliksirów i transmutacji. - odezwała się jakaś  dziewczynka, która ustała obok przerażonej Lili, bo tak miała na imię rudowłosa dziewczyna. - Mamusiu?! Och przepraszam myślałam, że to moja mama, szła ze mną i nagle ją zgubiłam.
 Zero reakcji.
- Hallo! Ziemia? Widziałaś gdzieś może blond kobietę w czerwonej szacie?
- Hm? Słucham? -Lily ocknęła się i spojrzała w stronę sklepu z kociołkami. - Czy to nie ta?
Brunetka również spojrzała w tamtą stronę. - Och tak! Dziękuję najmocniej.
Obdarowała Lily ciepłym uśmiechem i pobiegła w stronę długowłosej kobiety w karmazynowym "szlafroku".
- A więc to są szaty.. aaa.. Teraz to sens. - mruknęła do siebie i spojrzała na listę zakupów. - Nie rozumiem dlaczego moi rodzice nie mogą tu być ze mną. No nic, muszę się zabrać za zakupy bo nie zdążę.
I ruszyła. Przez ponad dwie godziny błądziła po ulicy Pokątnej i szukała potrzebnych materiałów do jej nowej "szkoły". Szkoły w której nie nauczają angielskiego, matematyki czy fizyki i chemii. Nie. W tej szkole nauczano magii. Rzucanie zaklęć, warzenie eliksirów czy latanie na miotle było na porządku dziennym. Jednak mała Lily jeszcze nic nie wiedziała o tej szkole. Nie wiedziała bo jeszcze żaden z rodziny Evans nie był czarodziejem. Tylko ona, jedna jedyna Lilyanne Evans.
Kiedy do kupienia zostały jej tylko trzy szaty miała problem z odnalezieniem odpowiedniego sklepu. Po półgodzinnym przemarszu po bulwarze na Pokątnej rzucił jej się w oczy szyld z którego wyłapała tylko napis szaty na każdą okazję. Szybkim krokiem ruszyła w stronę budynku, potykając się co chwilę o swoje rozwiązane sznurówki. " O nie! Teraz się nie zatrzymam. Mam już dość tych ludzi.I tego miejsca. Jakaś głupia sznurówka mnie nie zatrzyma" pomyślała.
Po zakupie już ostatnich potrzebnych rzeczy wyszła ze sklepu i ruszyła w stronę "wyjścia" z tego dziwnego świata. Była już blisko gdy nagle..
- Auć! - Lily upadła na gorący chodnik pod ciężarem ciemnowłosego chłopaka który właśnie na nią wpadł. - Może byś tak uważał?!
Chłopiec natychmiast podniósł się i wyciągnął pomocną dłoń w stronę rudowłosej. - Najmocniej przepraszam ja tylko...
Zaniemówił. Ciągle się wpatrywał w jej twarz. Patrzył prosto w jej zielone oczy.
- J-ja przepraszam..bo ja..to przypadek..ja.. - po dłuższym czasie odezwał się. - Na głowę Merlina, aleś ty piękna.
Lily lekko zaczerwieniła się.
- Powinieneś uważać! - podniosła głos. - Mogłam sobie coś zrobić! Nie! Ty! Ty mogłeś mi coś zrobić!
Odwróciła się na pięcie i zniknęła. Zanim przekroczyła mury Dziurawego kotła usłyszała za sobą tylko " Do widzenia ślicznotko!" na które nie zareagowała zbyt szczególnie.
Była już w śród ludzi. Normalnych ludzi. W mgnieniu oka złapała jakąś taksówkę i pojechała do swojego wujka Johna gdzie miała czekać na rodziców i Petunię - jej siostrę.
- Witaj wujku! - powiedziała radośnie widząc niezbyt wysokiego, łysawego mężczyznę szczerzącego się na widok dziewczynki. - Może pomóc?
Wujek Lily właśnie rozstawiał basen w swoim ogródku.
- Nie Lily, słodziaczku, dziękuję poradzę sobie. - John zauważył zakupy Lily, które właśnie wypakował kierowca taksówki. - Ale widzę, że tobie się przyda pomoc.
Roześmiali się. Na prawdę było tego dużo. Po dłuższym czasie wszystkie rzeczy dziewczynki znalazły się w pokoju na parterze.
- Dziękuję, że pozwoliliście mi się tu zatrzymać. Rodzice mieliby kłopot z jazdą tu i z powrotem w końcu to aż trzy godziny drogi stąd.
- Liluś, kochanie to żaden kłopot. Tak dawno u nas nie byłaś. Opowiadaj co u was. - w drzwiach pokoju pojawiła się dosyć szczupła i blada kobieta o mocno kręconych czarnych włosach.
- Ciocia Merry! - Lily rzuciła się w obięcia kobiety.- U nas wszystko jak najlepiej tylko ostanio tata ma problemy w pracy i...
Rozmawiali tak chyba z trzy godziny, dopóki wuj nie nakazał mi sie położyć. Było już późno. Gdzieś koło dwudziestej drugiej a dziewczyna przekręcała się z boku na bok nie mogą
ć zasnąć. Wciąż myślała o tych ciemnych oczach. O tych nie zwykle pięknych ciemnych oczach chłopaka z Pokątnej.